Strona główna

czwartek, 9 października 2014

złośliwości losu

tak się jakoś w życiu dzieje  ( w moim chyba zawsze ) że jak na coś czekasz dwa miesiące i przychodzi ten dzień to się kurcze wszystko sypie. A ja jeszcze nie mogę się denerwować, a najchętniej bym się zdenerwowała i pokrzyczała. Ech... może w końcu wpadnę kiedyś na sposób rozładowania złości bez szarpania moich nerwów, kto wie...

No i może jak wrócę z weekendu na Mazurach to wstawię post z którym czaję się już od jakiegoś czasu, w obawie , że się zbytnio odsłonię, czego bym nie chciała. Jeszcze za wcześnie na wyłażenie ze skorupy :P

Może zrobię na złość temu "pechowi" dzisiejszemu i będę spokojnie brała ten los. Chyba trzeba tak zrobić, bo złość piękności szkodzi.

I tym optymistycznym akcentem wyruszam do "najpiękniejszego, krótkiego miasta" na długo oczekiwany weekend.




piątek, 3 października 2014

moje dwa ulubione połączone

Ulubione ze względu na kolor oraz łatwość malowania ( bo jestem w malowaniu paznokci kompletnie nieudolnym fachowcem :P ). La Rosa ma tak fajną konsystencję że jakoś tak sama się ładnie poziomuje na płytce , a Miss Sporty ma tak sprytny krótki , gęsty pędzelek , że jakoś też malowanie całkiem wychodzi :)



Jestem również bardzo zadowolona z trwałości lakieru ; jeśli nie zmywam naczyń ręcznie to nawet 4 dni :) Miss Sporty w ogóle jest niezdzieralny a La rosa mogą się robić odpryski malutkie jeśli nie pomaluje się brzegu paznokcia.  a aaa nie napisałam że nie używałam żadnego utwardzacza , więc jeśli ktoś używa to zapewne pocieszy się tymi kolorkami dłużej.


Ani jeden ani drugi, mimo intensywności koloru, nie zabarwiają płytki paznokcia ( nie używam też żadnej bazy , bo po prostu nie mam ), a zdarza się że jak wpadnę w szał to kilka tygodni maluję tym samym kolorem cały czas, aż się butelka skończy :)
     Jeśli chodzi o zmywanie to  każdy zmywacz sobie radzi, nie zauważyłam żeby zmywały się jakoś super łatwo albo super trudno, zmywają się dobrze i dokładnie :)

poniedziałek, 29 września 2014

Fabryka Świec Light

Udało mi się zrobić takie fajne zdjęcia , że postanowiłam je uwiecznić w internetach ....

Takie stylizacje nie miałyby tego uroku gdyby nie moje ulubione, ulubione Everlastingi z Fabryka Świec Light  (jeden z moich ulubionych profili na FB - sami sprawdźcie dlaczego :)



  Tutaj Everlasting w kolorze mięty, pachnie pięknym delikatnym zapachem, wcale nie miętowym, nawet jak się go nie pali. Ja uwielbiam te lampiony również za to że są wieczne :) można palić i palić, bo mają specjalne miejsce na podgrzewacz. A podgrzewacze z Fabryki nie są w tych srebrnych pojemniczkach , tylko w plastykowych , które się nie nagrzewają więc nie deformują lampionu.

o własnie takie ( ten jest o zapachu kokosa , za którym nie przepadam, ale ten pachnie tak jakoś przyjemnie i delikatnie , i nawet nie trzeba odpalać żeby pokój wypełnił się zapachem, serio )


Tutaj jeszcze Everlasting kula, też delikatnie ładnie pachnie, nie jest to żaden zapach zniczy, umila czas, poprawia nastrój no i zdobi pięknie stół :) 



wtorek, 23 września 2014

Peeling morelowy ??


Jako że bardzo lubię peelingi, kupiłam ten z radością i od razu zaczęłam używać.
Wygodna tuba, łatwa aplikacja, można wykorzystać produkt do końca. Używam do twarzy , szyi i dekoltu, ramion i pleców.
Ma bardzo fajne drobniutkie drobinki !? :) przywodzące na myśl drobno zmieloną łupinę pestki moreli.


Skóra po nim jest przyjemna w dotyku, wygładzona i oczyszczona.
Co do działania antybakteryjnego-  używam peelingu dobry miesiąc i efekt jest super , żadnych cudów na twarzy, a skórę mam wrażliwa i skłonną do różnych niespodzianek.

A odpowiedź na pytanie w tytule...No i to jest właśnie ten jeden minus, niestety dla mnie znaczący- 
 zapach...
Mój peeling pachnie ekstraktem z białej wierzby, nie wiem czy to jest efekt zamierzony , czy trafiła
 mi się seria pachnąca bardziej wierzbą...

Zapach nie jest jakiś nieprzyjemny , raczej taki naprawdę naturalny , jakbym wąchała gałązki prosto z drzewa, no ale bardziej wrażliwi niech powąchają w sklepie przed zakupem.

Czy ja zakupię jeszcze raz ? tak.

niedziela, 21 września 2014

RIMMEL WONDER'FULL - maskara którą obecnie testuję/morduję :)


pogoda beznadziejna więc może w końcu przeleję na ekran moje spostrzeżenia o maskarze zamkniętej w bardzo ładnym opakowaniu koloru starego złota, którą dostałam do testowania od Rimmel'a w pakiecie recenzentki. Używam od ponad miesiąca , codziennie i jestem zadowolona.


nowość Rimmel'a  z olejkiem arganowym w składzie ( szał teraz na ten olejek :) , mimo że w składzie jest dość daleko ja mam nieodparte wrażenie że jednak coś w nim jest :) , bo moje rzęsy są bardziej elastyczne i lśniące. 


silikonowa szczotka całkiem fajnie rozczesuje rzęsy i dokładnie pokrywa je tuszem. Ale niestety przy
kolejnym pociągnięciu już może niektóre sklejać ( może aplikuje sobie za dużo tego tuszu ). Ogólnie to nawet niewprawiona ręka uzyska zadowalający efekt.




oko bez / oko z


kurcze jaki ja jestem piegus :)

Ale rzecz najważniejsza: dziś , całkiem nieświadomie przetestowałam ten tusz na basenie :)  no i nic nie spłynęło , za to szacuneczek.


Jesli ktoś doczytał te moje bazgroły do końca, to bardzo dziękuje i proszę o komentarze, co ulepszyć, bo to mój pierwszy post więc każda konstruktywna krytyka mile widziana.
Pozdrawiam.