Strona główna

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Delia ALL DAY Perfect Make-up






Na blogosferze ostatnio widziałam kilka postów o tej nowości Delii, a ze sama również przetestowałam to się wypowiem :P

farbowanie z Joanną :)



Zbliżają się Święta, chce się zmienić nie tylko wystrój domu, ale też swoje wnętrze. No i zewnętrze też by się chciało trochę podrasować :P
Nadszedł czas odświeżyć trochę kolor moich włosów, jako ze stary był już sprany i ogólnie mnie denerwował. Wybór padł oczywiście na Joannę, bo ostatnio podpasowały mi farby tej firmy kolorystycznie.

Firmowe gadżety które ułatwiają znacznie życie podczas farbowania, nie musiałam już szukać miseczki porcelanowej i uważać by się nie zbiła, a minutnik to już w ogóle strzał w dziesiątkę, bo ja oczywiście z farbą na głowie robię mnóstwo różnych rzeczy i zapominam później kiedy mam ją zmyć. Mimo że patrzyłam przecież na zegarek i miałam pamiętać :P





Farbowanie okazało się całkiem przyjemną czynnością, farba o dziwo nie była ani dziwnie brązowa, czarna ani buraczkowa, tylko miała kremowy kolor. Dzięki temu nie bałam się przez cały czas trzymania jej na głowie że jednak doszło do produkcyjnej pomyłki i nie będę mieć na głowie blondu. Zawsze przy innych  farbach tego się właśnie bałam i drżącą ręka nakładałam maź w dziwnym kolorze.
Następny plus : pierwszy raz miałam farbę która nie tylko nie śmierdziała ale wręcz pachniała.






Dużym zaskoczeniem , na plus, było to że w opakowaniu znalazł się oprócz maseczki również szampon. Nie wydaje mi się by w innych farbach producent dawał szampon i odżywkę, już za samą odżywkę należy być wdzięcznym, bo nadal nie wszyscy producenci dorzucają ją do zestawu, a tu miła niespodzianka. A przy okazji wypróbowałam serię której nie znałam i już wiem że chętnie kupie produkty pełnowymiarowe. Piękny zapach i cudownie przyjemne włosy po użyciu :)




nr 310 słoneczny z serii Naturia organic


Zdjęcie może kiepskie , ale efekt dokładnie taki jak Joanna obiecuje. Wszyscy zauważyli że mam jaśniejsze rozświetlone włosy :)









PODPIS

piątek, 4 grudnia 2015

Uwaga, uwaga na Korfu wydarzyło się morderstwo !!!


Uwaga , uwaga , na wyspie Korfu wydarzyło się morderstwo ! Wszyscy którzy wybierają się tam w celach krajoznawczo-wypoczynkowych proszę nie odwoływać wyjazdu, nasze Ministerstwo nie wydało żadnego komunikatu z którego wynikałoby że jest się czego obawiać. No chyba że Joanny która z gracją wyhaczy nam największe ciacha i owinie je wokół palca. Aby zaspokoić apetyt na słodkości polecamy udać się do cukierni Rosy, podobno nie można do niej nie trafić ale na wszelki wypadek zabierzcie ze sobą przewodnik... albo przewodnika !






To się narobiło.... nikolsosna w książce się znalazła, na ostatniej stronie , ale co tam w okładkach się mieści więc w książce jest. I to nie jakiejś tam , tylko u Alka Rogozińskiego. No i poczułam się w obowiązku zrecenzować książkę, a raczej po prostu napisać jak mi się ją czytało i czy miłe chwile spędziłam z nią czy nie bardzo. Bo tych moich wywodów trudno nazywać recenzjami.


Po przeczytaniu stwierdzam że Autor rozwija sie i rozpędza, bo ofiar tym razem jest więcej :P
Ciesze się osobiście , że akcja przeniosła się na piękną wyspę którą mogłam po części zwiedzić razem z głównymi bohaterkami. Babeczki , polubione przeze mnie mam nadzieję z wzajemnością już w pierwszej części, i tym razem nie zawiodły i wciągnęły mnie w poszukiwania sprawcy brzydkiej śmierci gościnnego Stefanosa. Autor w jednym hotelu z Joanną umieścił spore grono niezwykle barwnych postaci, każda ze swoim charakterem , każda z życiową historią, a co najlepsze, każda z motywem mogącym popchnąć do popełnienia morderczego czynu.

Cała wycieczka udaje się na kolację połączoną z koncertem do posiadłości wynajętej specjalnie na ten wieczór przez  gospodarza niespodziewającego się iż tam mu przyjdzie zakończyć życie, w tych przecudnych warunkach przyrodniczych. W toku śledztwa okazuje się , że nikt z zewnątrz nie mógł dokonać zbrodni, a wszyscy wewnątrz maja alibi, ha ! Joanna wzywa na pomoc Betty, ta przybywa z Krzysztofem, już na miejscu wychodzą różne inne kwiatki, a im dalej się zagłębiamy tym dramatycznych wydarzeń więcej. Poszalał sobie Autor ku naszej uciesze :)

Pomimo subtelnych różnic w porównaniu z debiutem, jedno się nie zmieniło i to bardzo dobrze, Autor nadal wtrąca dygresje które nas czytelników wytrącają  z poważnego tonu. Uśmiechy pod nosem, nabożne kiwanie głową, niekontrolowane parsknięcia, tłumione chichoty aż po wybuchy śmiechu. Cała gama reakcji, a w moim przypadku dołączyło do nich równeiż  głębokie przeświadczenie że Rogozinski czyta w moich myślach, bo wiele porównań było jakby pomyślanych przez mnie.

Książka napisana językiem prostym ( to komplement!) , czyta się ją tak jakby sam Autor siedział z Tobą przy stoliku w kawiarni i opowiadał całą historię. A opowiada tak pięknie, tak plastycznie, że zwiedzam te wyspę z perspektywy mojego czytelniczego fotela. Zapragnęłam wybrać się kiedyś na Korfu, tylko może nie koniecznie z Joanną, bo o ile nie przeszkadza mi zamęt jaki sieje wszędzie gdzie się pojawi o tyle obawiam się że ciągną się za nią trupy.

Żeby nie było tak różowo to się przyczepię, Panie Alku no sorry ale boli mnie to osobiście :P dlaczego taka niesympatyczna postać musi nosić tak sympatyczne imię? Tłumaczenie ze jakoś się te postaci muszą nazywać mnie nie przekonuje :P Ale znalazłam i na to sposób. w moim egzemplarzu zmieniłam to imię na inne ilekroć występowało i po kłopocie :) Książka trochę pokreślona ale nikolsosna zadowolona :)

Z minusów to tylko tyle że książka się za szybko kończy !
Ale już się piszą następne, na które ja czekam z ogromną niecierpliwością. Oprócz moich kumpelek babeczek, Joanny i Betty, ma być jakiś przystojniak.

"Morderstwo na Korfu" z czystym sumieniem, serdecznie polecam. Przednia zabawa i dobrze spędzony czas na egzotycznej wyspie, w doborowym towarzystwie.

Dziękuje Panu Alkowi Rogozińskiemu za możliwość przeczytania tej książki co równa się podziękowaniu za wspaniałą wycieczkę !




PODPIS






środa, 11 listopada 2015

Druga połowa żyje dalej - Sophie Hannah- mega mocne !





Po książkę sięgnęłam ponieważ jej autorka napisała książkę "Inicjały zbrodni" , kontynuację przygód Herculesa Poirot, postaci stworzonej przez moją ukochaną , nieśmiertelną i jedyną królową, Agathe Christie.

Przeczytałam, pochłonęłam, nie mogłam przestać myśleć o tej historii w  przerwach między czytaniem, wołała do mnie by czytać dalej, owładnęła moje myśli.

Mocna, szarpie czytelnikiem, potrząsa nim jak szmacianą lalką.

Już w trakcie czytania a po jego zakończeniu tym bardziej  przychodziła mi na myśl tylko jedna analogia. Książka ta jest jak układanka z puzzli, przy czym poszczególne elementy są nam podawane w przedziwny sposób. Niechronologicznie, przez dwóch narratorów, przez różnych bohaterów i w przypadkowej ( dla czytelnika ) kolejności. Każdy element niby pasuje , ale ma się wrażenie że nie posuwamy się wcale z układanką , że puzzli przybywa ale nie widać wyłaniającego się obrazu. I niby wszystko pasuje ale i tak nie umiesz powiedzieć o czym jest historia , jak się skończy i kto właściwie mówi prawdę. 
Ja w trakcie czytania kilka razy zmieniałam front. Najpierw byłam święcie przekonana że Charlie ma rację a wszyscy powariowali, później że Aidan zwariował, później że Ruth coś kręci. Długo zastanawiałam się czy nie okaże się to wszystko historią opowiadaną przez pacjenta szpitala psychiatrycznego, noo takie małe zamieszanko w mojej głowie poczyniła. Ale wielka chwała za to autorce ! być tak przekonującą , żeby czytelnik myślał że zaczyna wariować. Napisać książkę tak by czytelnik tak bardzo ją przeżywał, tak się nią przejmował , żeby tak się dać skołować.

Domyśliłam się JEDNEGO fragmentu układanki, nikła to satysfakcja, bo historia i tak nie dała się odgadnąć do końca. 
Takie książki lubię gdy okazuje się że w życiu nie wpadłabym na to co się wydarzyło. Mimo że przeczytałam tony kryminałów, okazała się oryginalna, wciągająca, intrygująca, niepokojąca kończą mi się przymiotniki :P

Aby nie zdradzać treści wspomnę jedynie , że każdy z bohaterów ma jakąś swoją historię, przeszłość od której chce się odciąć, wyprzeć z pamięci. Przeszłość która jest zdradzana fragmentarycznie, drobnymi wzmiankami, aluzjami, sama musiałam się domyślać i na podstawie domysłów budować sobie obraz postaci. Wprowadzało mnie to w stan zagubienia, ale też nieodpartej chęci drążenia. Każda z tych postaci mówi prawdę , ale te prawdy nie są spójne !? Aidan Seed twierdzi, że zabił kobietę, a ona przecież żyje.......

Książka przejęła mnie tak bardzo , tak bardzo jest odmienna stylem od wszystkiego co do tej pory czytałam , że od razu zapragnęłam przeczytać inne książki z tej serii ( The Waterhouse and Zailer ) . Rozbudziła moje nadzieje na to iż wcześniejsze i kolejne są równie świetne.





PODPIS













piątek, 23 października 2015

Córka papieża - Dario Fo - Wydawnictwo Znak







Obłudna intrygantka, nimfomanka, przebiegła rozpustnica czy pobożna, uczciwa, dobroduszna ofiara swojej rodziny ? Jaka była Lukrecja Borgia ? Jaka jest jej prawdziwa historia ?

Rodzina Borgiów na własne życzenie okryła się niechlubną sławą. Zabijali skrycie i jawnie, knuli, spiskowali, przekupywali i chętnie dawali się przekupywać. Takie są fakty.
Dario Fo w swojej książce również przedstawia same suche fakty. Fakty z życia Lukrecji, powszechnie znane, opisywane przez kronikarzy, fakty zawarte w jej listach i dzienniku. Dokumenty te na pewno zostały dokładnie zbadane pod względem autentyczności samego tekstu i jego zawartości. Nie wierzę by noblista pozwolił sobie napisać powieść opartą o fałszywe dowody. Dario Fo udziela, pierwszy raz w historii, głosu samej zainteresowanej , która mimo wielkiej inteligencji
i dobroci nie była słuchana przez lata w których utrwalano błędny obraz jej osoby.
Fo w swojej książce udowadnia, że niesłusznie "wrzucono ją do jednego wora" z tymi którzy nosili to samo nazwisko. Noblista nie podejmuje polemiki z krytykami Lukrecji, raz tylko podaje kontrargument do rozszerzanych kłamliwych oskarżeń. Dario Fo opisuje jedynie prawdziwe fakty oparte o dokumenty.

Spotkałam się już z opinią iż noblista próbuje zanadto wybielić bohaterkę książki, jak i z taką,że wcale nie próbuje jej zanadto wybielić. Prawda jest taka, że pokazuje Lukrecję prawdziwą,
nie idealną. Pisze o jej romansie z poetą, o tym , że zostawiła w Rzymie swojego syna właściwie
go porzucając.

Do pełnego obrazu zabrakło mi pewnych wątków np. relacji Lukrecji z matką, wątku porzuconego syna ( nie mogę tej kwestii przeboleć - skoro tak świetnie negocjowała swój kontrakt małżeński , a później potrafiła wstawiać się za skazańcami, dlaczego nie walczyła o prawo wychowywania swojego dziecka ?! ). Może właśnie dlatego, że musiała żyć w świecie zdominowanym przez mężczyzn , którzy nie liczyli się ani z jej zdaniem ani z jej szczęściem, pragnieniami.



Prawdziwa Lukrecja to kobieta której odebrano młodość. Bardzo szybko stała się kartą przetargową w ręku potężnego ojca. Dzieciństwo które znała okazało się być podszyte fałszem, prawdziwe tylko trochę. Kiedy po kilku latach zaczyna akceptować męża i układać z nim życie muszą się rozstać
bo to jest wolą ojca. Kolejny mężczyzna z którym była szczęśliwa zostaje jej brutalnie odebrany,
bo nie pasuje do papieskiego planu rozszerzania zasięgu władzy. Następne małżeństwo pozornie mające ją uszczęśliwić jest faktycznie tylko kolejnym etapem budowania potęgi rodziny Borgia. Zarzut , że zmienia mężczyzn jak rękawiczki , czy że łapie mężów jest całkowicie bezpodstawny. Przecież spośród trzech mężów ona sama wybrała tylko jednego, tylko jedno małżeństwo było

z miłości, pozostałe dwa z przymusu. Do rozwodu też została zmuszona, a drugiego męża zamordowano za przyzwoleniem i prawdopodobnie na zlecenie jej rodziny.

Lukrecja  w mojej ocenie dorasta zbyt szybko zmuszona przez okoliczności. Po tym jak jej drugi mąż zostaje zamordowany, skrywa się w klasztorze ale i tam nie ma spokoju i tam dosięga ją ręka a raczej macka rodziny. Wie że nie uda jej się uwolnić ani uciec postanawia więc żyć z tym jarzmem , ale żyć po swojemu, bo brzydzi się postępowaniem ojca i brata.

Lukrecja jaką znamy z serialu wpisuje się idealnie w swoja rodzinę , jest elementem rozgrywek,
ale też jest graczem w grze Borgiów, stosuje metody Borgiów i zależy jej jedynie na swojej pozycji, swoim dobru. Książkowa córka papieża początkowo nieświadoma toczących się wokół niej i z jej udziałem rozgrywek, dopiero zmuszona rozstać się z mężem stanowczo protestuje przeciwko takiemu traktowaniu jej osoby, a także wyraża protest przeciwko metodom sprawowania władzy przez ojca i brata.

Dario Fo ukazuje Lukrecję w taki sposób że nie da się jej nie lubić, ukazuję ją jako jedną jedyną sprawiedliwą, trzeźwo myślącą, uczciwą osobę we Włoszech. Po obejrzeniu serialu aż wierzyć się nie chce by Lukrecja tak bardzo różniła się od swojej rodziny, by tak bardzo chciała uwolnić się od piętna Borgiów. Piętna którego nie sposób się pozbyć mimo że prawdziwa Lukrecja opisana
w książce całe życie udowadniała że nie nazwisko czyni człowieka. Współcześni jej ludzi, jej poddani i ci którzy poznali ją osobiście, uwielbiali ją, cenili i szanowali. Dlaczego tyle oskarżeń pada pod jej adresem, dlaczego od wieków próbuje się ją pokazać jako kobietę którą wcale nie była, dlaczego mimo szlachetnego życia musi walczyć o swoje dobre imię. Myślę że to dlatego, że była białą owcą w czarnym stadzie. Zaszufladkowano ją, tak po prostu. Skoro była Borgia to na pewno musiała być fałszywą , obłudną i żądną władzy, bogactwa, kochanków.


Po obejrzeniu serialu "Rodzina Borgiów" i przeczytaniu książki mogę śmiało powiedzieć iż filmowa   i książkowa Lukrecja Borgia to dwie zupełnie różne osoby.
Serialowa to kobieta na wskroś zła, doskonała córka swego ojca i siostra swego brata, Lukrecja książkowa całkowicie i na wskroś dobra. Tak bardzo skrajne i radykalne przedstawienie jej jako osoby niemalże świętej jest konieczne ze względu na utrwalony mocno w świadomości społecznej obraz Lukrecji Borgia jako kobiety z diabelskiej rodziny.


Dario Fo proponuje alternatywną historię dla tej serialowej, opiera swoją powieść o autentyczne dokumenty, listy Lukrecji i historie jej rodu opisywane przez znawców tematu.
Dlaczego twórcy serialu nie zadali sobie trudu by przedstawić Lukrecję w świetle  chociażby zbliżonym do prawdy ? Ponieważ to byłaby komercyjna klapa, prawdziwa Lukrecja byłaby nudna dla widza. Sex , kłamstwa, obłuda, intryga- to się sprzeda, a dobroczynność, poszukiwanie miłości, mądrość życiowa nie przyniosą wymiernych korzyści finansowych.

W założeniu konkursu należy stanąć w obronie Lukrecji. Początkowo byłam przeciwna opowiadaniu się po którejkolwiek stronie. Jednak Fo dostał tego Nobla chyba nie bez przyczyny. Przekonał mnie. Przekonał mnie tym , że podał dokumenty rzeczowe świadczące o życiu Lukrecji, jego powieść
to nie fikcja literacka a jedynie literackie ( mistrzowskie!) ujęcie życia kobiety która musiała borykać się w życiu z rodziną której przecież sama sobie nie wybrała. Musiała lawirować w stworzonych przez Borgiów intrygach tak by być w zgodzie z własnym sumieniem. Zmagała się również
z ciągnąca się za nią złą sławą, na którą nie zasłużyła sobie żadnym swoim czynem.

Książka"Córka papieża" to silny głos w sprawie rehabilitacji Lukrecji Borgia, mam nadzieję że głos ten odbije się szerokim echem w świecie.

Tekst stworzony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak które udostępniło mi książkę, za co serdecznie dziękuję.
PODPIS

środa, 14 października 2015

magiczne mikstury - Kamill, Skincode, Bielenda !!



Dlaczego ten mały zgrabny kremik jest magiczny. Nie wiem :P ! Nie wiem jak on to robi ale stosuję go tylko na noc i parafrazując pieść "ja jestem dziś piękniejsza !", moja cera jest nawilżona, rozjaśniona, bardzo jędrna, magia po prostu magia. Niestety wyrzuciłam już kartonik bo chciałam sprawdzić skład, dlatego że ten krem tak jakoś dziwnie pachnie alkoholem, ale raczej nie ma w składzie alkoholu bo wysuszałby i ściągał skórę, a tymczasem on robi zupełnie na odwrót. Świetnie się wchłania, nie pozostawia na skórze filmu. Świetny, niepozorny i zupełnie zaskakujący !



Nie lubię balsamów do ciała, nie lubię się balsamować , no tak mam , ale to złoto w płynie zmieniło moje nastawienie. Wchłania się błyskawicznie i pozostawia skórę świetnie i długotrwale nawilżoną, w takim kolorze jakby była muśnięta słońcem, mimo że nie jest to balsam koloryzujący czy brązujący. No i największa magia ... zapach ! po prostu będziesz wąchać i wąchać jest cudowny i bardzo długo się utrzymuje. Pierwszy raz gdy go użyłam to po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać co za fajne perfumy pachną mi w pokoju, czy to moje?, kurcze , co tak pięknie pachnie? Okazało się że to moje dłonie ! Brawo Bielenda !!





Niby niepozorny żel pod prysznic, jakich wiele. Ale ten ma tak świetny, oryginalny zapach , że juz w sklepie mnie zaciekawił więc zabrałam go do domu. Zapach rabarbaru przypomina mi lato i wakacje na wsi :) Całkiem przypadkiem odkryłam jego świetną właściwość. Namydliłam ciało w kąpieli i zanim spłukałam piane zajęłam się peelingiem   czy może nałożyłam maskę na włosy, nie pamiętam, grunt to to że pozostawiłam żel na skórze przez dobrych kilka minut. Kiedy zaczęłam się opłukiwać spostrzegłam , że moja skóra jest nawilżona jakby nabalsamowana, taka super miękka. Od tamtej pory właśnie tak stosuję ten żel. Magia !






PODPIS

piątek, 9 października 2015

Klejnot - Amy Ewing








Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar za udostępnienie mi książki do recenzji.


Choć nie ocenia się książki po okładce to jednak okładkę widzimy jako pierwszą. Klejnot jak przystało na kamień szlachetny jest przepięknie wydany, a piękna okładka zapowiada piękną treść.



Violet Lasting po nagłym oderwaniu od rodziny, trafia na 4 lata do Magazynu, a później na Aukcję. Okazuje się że dotychczasowe jej życie to ta weselsza część. Kupiona przez Diuszesę Jeziora  ląduje w samym środku świata w którym jest towarem, czyjąś własnością, zwierzątkiem domowym. Traktowana jest przedmiotowo mimo że ma spełnić doniosłe zadanie.
Zmuszona jest egzystować w świecie do którego wcale nie chciała trafić, którego nie rozumie. To świat typowy dla arystokracji ( podejrzewam że również dla arystokracji w naszym prawdziwy, realnym świecie ) : sojusze przez mariaże, intrygi, spiski, ściany mające uszy itp. Nieustające rozgrywki polityczne w których zagrożone jest życie surogatek. W świecie tym spotyka wiele osób, które wydają się być przyjazne , ale nie może być pewna komu ufać. Czy oferowana jej pomoc jest realna i możliwa....





Nie mając żadnych szans na zmianę swojego położenia, stara się nie wychylać, by przetrwać. Nawiązuje ciche przyjaźnie, a jej serce pierwszy raz zabije mocniej. Ale nad jej głową wciąż ciąży widmo tego co musi się stać...


Szczerze mówiąc to byłam z góry uprzedzona do tej książki, od kiedy przeczytałam zapowiedź na skrzydełku. Nie bardzo lubię fantasy, nawet jeśli tylko w małych elementach. No i tak jak nie lubię fantasy i młodzieżówki tak wciągnęłam się że hej ! Po 45-ciu przeczytanych stronach miałam wrażenie że wiem wszystko o Samotnym Mieście jakbym tam mieszkała i to była moja rzeczywistość. 

Płakałam już na 26-tej stronie... a potem na 34-tej ..... 



Może nie darłam kartek ale zdecydowanie bardzo spodobała mi się ta historia. Pisana językiem który wydał mi się początkowo prosty, zbyt prosty, ale szybko przekonałam się że styl i język ( nie wiem czy to zasługa autorki czy tłumacza, ale nieważne) sprawiają, że czyta się tak płynnie z takim zaangażowaniem w fabułę, że właściwie nie wiem kiedy kartka po kartce nagle docieram do połowy.

No właśnie , ta książka nie powinna mi się spodobać, no właśnie :P
Bardzo polubiłam Violet , bo jest do mnie podobna, taka zadziorna :) Pozostali bohaterowie byli sympatyczni i niesympatyczni, byli prawdziwi.

Autorka pisze tak , że widziałam te miejsca oczami wyobraźni, i byłam świadkiem wszystkich tych zdarzeń.
Złapałam się na tym że gdy nie czytam to ciągnie mnie do tej historii, chcę jak najszybciej skończyć to co mnie zajmuje by móc wrócić do czytania.




Ale żeby nie było że same ochy i achy to trochę pomarudzę, ale tylko trochę :P
- pomysł na uwolnienie Violet z Klejnotu nie jest oryginalny, bo już widziałam nawet jego realizację. Co zupełnie nie odbiera książce dreszczyku przygody :)
- mają tam ekran wysuwany z sufitu w gabinecie lekarskim a nie mają telefonów ?! Lucien dopiero wymyśla arkana do porozumiewania się na odległość ?! Taka jakaś mała sprzeczność, ale Samotne Miasto jest enklawą na oceanie i może nie dotarła tam jeszcze telefonia cyfrowa :P
- to co najbardziej mi przeszkadzało w powieści to wiek bohaterki, a raczej wiek połączony z jej charakterem. Była zbyt dojrzała, w wiek dojrzewania weszła mieszkając w Magazynie a tam raczej nie było zbyt wielu sytuacji w których mogła kształtować charakter. Po prostu jej zachowanie kłóciło się z wiekiem. No i chyba tylko amerykańska autorka mogła uczynić szesnastolatkę surogatką. Myślę , że nie wpłynęłoby to znacząco na treść historii ale może odbiór byłby przyjemniejszy gdyby bohaterka była jednak starsza. (Chociaż zmuszanie do bycia surogatką jest nie do przyjęcia bez względu na wiek kobiety )

Tyle jęków :P Niewiele , bo jak na debiut to naprawdę Pani Ewing wymyśliła swój książkowy świat nad podziw dokładnie . Wymyśliła taki świat do którego chętnie się wkracza , chętnie się wraca   i bardzo niechętnie się go opuszcza. Dlatego z ogromną niecierpliwością czekam na dalszy ciąg przygód Violet. Bo musi być ciąg dalszy! Nie ma innej opcji.


Wydawnictwo JAGUAR błagalne spojrzenie i prośby kieruje w Wasza stronę :)


Książkę Klejnot serdecznie polecam . To ciekawa, wciągająca lektura , której nie pożałujecie .



PODPIS

niedziela, 4 października 2015

Be Organic 99% natury

Takie oto cudeńka testowałam i cóż z tych testów wynikło....





Jestem fanką peelingów i wielu już używałam , Be Organic zaskoczył mnie tym że pomimo bardzo malutkich drobinek peelingujących kosmetyk jest skuteczny. Już po pierwszym użyciu odczułam iż skóra jest odświeżona, martwy naskórek starty a moja twarz wcale nie była sucha ani ściągnięta tylko jędrna i miękka. 
Ten ma dość rzadką konsystencję ale nie przeszkadza to w aplikacji, drobinki peelingujące są bardzo, bardzo malutkie także nadaje się nawet do skóry wrażliwej i suchej.
Zapach mnie zaskoczył, bo jakoś bambus nie kojarzył mi się za dobrze ( zwłaszcza po świetnym olejku do ciała który okropnie pachniał bambusem ) ,a jest fajny, delikatny , świeży i przyjemny. Skóra po masażu jest przepięknie świetlista, mięciutka, czyściutka i zapałałam uczuciem ogromnym. Będzie z tego dłuższa znajomośc :)







Mleczko do demakijażu hmm no miłości z tego nie będzie ale romans może wynikną. Ogólnie jakoś nie przepadam za mleczkami do demakijażu, wolę do tego używać innych produktów. 

Szczerze mówiąc nigdy nie byłam fanką mleczek do demakijażu bo nigdy nie udawało mi się skutecznie pozbyć makijażu bez nadmiernego tarcia skóry. Z mleczka Be Organic jestem bardzo zadowolona, zaskoczyło mnie to iż mimo delikatności jest skuteczne, a po użyciu nie pozostawia na skórze tłustego filmu a jedynie uczucie odświeżenia i nawilżenie. Zapisuję to na duży plus. To mleczko jest też lekko wodniste, takie troszkę żelowe. Ze zmywaniem makijażu radzi sobie całkiem nieźle i właśnie dlatego jest szansa że będę go używać.





To co uważam za najważniejsze w tych produktach to oczywiście skład . 99% naturalnych składników robi wrażenie, a do tego są skuteczne. Nie dziwi więc to że taki szał nastał na kosmetyki naturalne. No bo są lepsze :) robią to do czego są stworzone a do tego nie dawkują nam chemii tylko samą naturę.
Dużym plusem są również butelki które są miękkie dzięki czemu aplikacja kosmetyków jest bardzo łatwa.

Brawo ja :)



PODPIS












poniedziałek, 28 września 2015

my preciousssssss :P nie rzucę palenia !!!








Cuda od Kia Candles dotarły do mnie, piękny oryginalny kominek pasujący do każdego wnętrza i trzy różne samplery
Yankee Candle, Village Candle i Kringle.






Póki co na delikatne prowadzenie wysuwa się Kringle, pod względem zapachu, bo przy ocenie wezmę pod uwagę jeszcze kilka szczegółów.



 Nie rzucę palenia, będę palić ! i się doczekać nie mogę jak będą pachnieć na ciepło, bo na zimno już    jest nieźle.

PODPIS

Czy czeka mnie lincz ?? książki Chmielewskiej



Zapewne czeka mnie lincz, bo autorka jest autorką uznaną, fankluby, miłośnicy itd.

a mnie się książka nie podobała.... Męczyłam się podczas czytania chyba bardziej niż czytając lektury. Kiedyś przeczytałam książkę "Trudny trup" Chmielewskiej, pamiętam tylko tyle, że mało co zrozumiałam i też się męczyłam. Teraz pod wpływem innej książki w której podobno są inspiracje z Chmielewskiej postanowiłam znów wziąć się za bary z jej twórczością. 

                     Wpadła mi w ręce książka "Byczki w pomidorach" . Strasznie się męczyłam , ale po przeczytaniu próbowałam się doszukać jakichś pozytywów. Może i jest sporo humoru ale dlaczego do jasnej anielki wszystko napisane jest takim chaotycznym bełkotem ?! No dobra myślę sobie, w książce jest masa bohaterów przetaczających się nieustannie przez dom Alicji a zwłaszcza przez kuchnię z której mało kiedy czytelnik wychodzi. Ludzie różni , nawet jeden cudzoziemiec więc nie dziwota że dialogi chaotyczne, każdy coś mówi , przekrzykuje się, jeden o niebie , drugi o chlebie. Myślę że gdyby to zekranizować byłoby bardziej czytelne... No i myślę sobie dalej może to taki celowy zabieg , tylko , że czytając kryminał chce się głowić nad zagadką kryminalną, kto, kiedy, jak i dlaczego a nie głowić się nad tym kto wypowiedział to zdanie, czego ono dotyczy i o czym on właściwie gada bo chyba nie na temat. Przepraszam jeśli kogoś urażam tą opinią no ale taki fakt jest....


Może nie zrozumiałam po prostu co poeta miał na myśli. Może nie najważniejsza była zbrodnia, bo taka sobie była, dość łatwa do odgadnięcia, prozaiczna i bez powodu. Bohaterów tez nie za bardzo chyba interesowała, najważniejsze były posiłki, cała książka się obraca wciąż w temacie kuchni, zakupów, gotowania, i dużej ilość alkoholu. Może w tym wszystkim właśnie ta mieszanina ludzi miała być kwintesencją. Całe zamieszanie słowne miało bawić i stanowić rozrywkę czytelnika. Mnie przyprawiło jedynie o ból głowy... a tego nie lubię bardzo.

Sięgnęłam po następna książkę Chmielewskiej... Miałam nadzieję że będzie lepiej ... No i prolog owszem super , a później znów to samo . No i się zamotałam , bo w "Byczkach..." była masa ludzi , więc i gadanina mogła być nie do ogarnięcia , ale tutaj rozmawiają dwie przyjaciółki a ja dalej nie rozumiem która co mówi i o czym.... może to ze mną coś jest nie tak , ale zachodzę w głowę czy ludzie rzeczywiście tak ze sobą rozmawiają ? i ciągle mi się wydaje że nie. 
No ale brnę dalej przez tę książkę , bo nie chcę oceniać po 50 stronach..... 

PS 
no i zapomniałam o słowotwórstwie, słowach które nie wiadomo co znaczą, a może nic nie znaczą, nie wiem dla mnie to nie było zabawne, chociaż  no jak wiadomo słowotwórstwo wzbogaca język, rozwija. Książkę oddałam już do biblioteki więc nie mogę podać przykładów , ale jak znajdę coś w tej kolejnej to zaraz napiszę.

PPS
wodolejstwo- 200 stron wiąż o tym samym tylko raz te same fakty opowiada Kryśka, a za kilka stron tę sama historię czytamy z ust Maryśki :/ . Brnę dalej zawzięcie...


No dobra przeczytałam "Krwawą zemstę". Jak widzę gdzieś hasło "królowa polskiego kryminału" to sorry ale mi się scyzoryk otwiera w kieszeni, jakie to kryminały?! No chyba że książki które przeczytałam to akurat nie kryminały lub za kryminał można uznać książkę w której występuje jeden trup. 
W sumie to mogłabym jeszcze więcej napisać o tym jak mi się nie podobało ale siły nie mam :(

Aha i dowiedziałam się że ten dziwny pijacki bełkot to specyficzny język stworzony przez autorkę. Ok, ale ciężko się to czyta. Chociaż o sensacjo! po zamknięciu książki, która absolutnie mnie zmęczyła, absolutnie kryminałem nie jest i nie podobała mi się, stwierdziłam że kto wie możliwe że kiedyś ta książka mi się spodoba, możliwe że zmieni mi się coś, poprzestawia i będę zachwycona. Także kategorycznie nie zamykam się na twórczość autorki.

sobota, 19 września 2015

Nacomi - ojj będzie się działo :)







Ojj będzie się działo ! Będę testować  czarne mydło, peeling kokosowy i 7 olejów do włosów.Radośc wielka :)



 Miały być trzy kosmetyki. Spodziewałam się więc co najwyżej takiej większej bąbelkowej koperty. a tu taka paczka....
Podejrzewałam że będą trzy kosmetyki a resztę pudła wypełniać będzie jakiś styropian zabezpieczający. Otwieram a w środku jeszcze jedno piękne pudło. Radość już przy otwieraniu Nacomi wie jak poprawić humor i wywołać uśmiech nawet w kiepski dzień.


Takie piękne pudełko już sobie myślę co tam będę trzymać... może kolorówkę a może zdjęcia z wakacji....













PODPIS









piątek, 11 września 2015

Rival de Loop niedoceniana marka


Jestem peelingowym potworem......
Jak widzę peeling to mi się oczy świecą, ślinka leci, a ręce lepią...

Więc obojętnie nie mogłam przejść obok tego niepozornego żelu kiedy był na promocji w Rossmannie. Za grosze kupiłam , zadowolona bardzo, ale nie spodziewałam się cudów. A tu proszę bardzo. 

Przede wszystkim zaskoczył mnie zapach, na zapachy jestem wyczulona cholernie, piękny morelowy, delikatny, jest zdecydowanie atutem kosmetyku. 

Drugie zaskoczenie to konsystencja, drobinki niezwykle malutkie , więc pomyślałam że pewnie peeling z tego żaden nie wyjdzie, a jednak mimo iż jest takim delikatnym zdzierakiem to robi swoje. 
Śmiało mogą go używać osoby z wrażliwą skórą, i te ze skórą bardzo suchą. Jest niezwykle delikatny, ale zostawia twarz miękką, oczyszczoną, przyjemna w dotyku.Wiadomo trzeba sobie dawkować przyjemności. Ja nie mam skóry suchej , używałam tego peelingu zamiast żelu do mycia twarzy, codziennie, nie zaszkodziłam sobie, ale to była sytuacja ekstremalna i teraz już daję sobie choć dzień odpoczynku.

Zaskoczenie trzecie - wydajność. Tubka mała a starcza na ho ho :P 

Podsumowując, za nieduże pieniądze można mieć fajny kosmetyk.

W ogóle wydaje mi się że marka Rival de Loop jest niedoceniana, a chyba można wśród jej asortymentu wyłuskać niezłe perełki.








 a takie się szykują :)