Strona główna

czwartek, 23 lipca 2015

Rosół z kury domowej ,czyli lek na całe zło, Mniam Mniam Mniam !!!


Udało mi się jeszcze przed premierą ( 29 lipca) przeczytać najnowszą powieść Nataszy Sochy "Rosół z kury domowej" książka przepyszna , autorka wzniosła się na wyżyny nie tylko kulinarne, bo upitrasić dobry rosół to wcale nie taka łatwa sprawa. 

Po raz drugi jestem pod wrażeniem prozy Nataszy Sochy. Książka do bólu prawdziwa, szczera, życiowa. Po raz kolejny Autorka porusza trudne tematy, trudne sytuacje ale opisuje je z odpowiednią dawką humoru, ironii  i optymizmu. Z tak odpowiednią dawką , że rosół ten jest idealnie doprawiony i smakuje wyśmienicie.

Po raz kolejny ( po "Maminsynku") Autorka rozbawia , śmieszy, wzrusza i uczy. I po raz kolejny sprawiła , że zaprzyjaźniłam się z bohaterami jej książki i najchętniej to bym chciała żeby mieszkali tuż obok żebym mogła do nich wpaść na kawę albo rosół....

Tak całkiem na marginesie , bo później mogę zapomnieć. Fajnie że  w tej książce autorka wprowadziła tytułowane rozdziały , jakoś tak mi to przypadło do gustu. Ale do rzeczy...

"Rosół..." porusza tyle spraw , ze nie wiem czy wszystkie uda mi się wymienić, może nawet nie wszystkie uchwyciłam. To piękna powieść o pięknej przyjaźni, o różnych wyborach życiowych na które czasem ma wpływ wychowanie a czasem przypadek a czasem zaślepienie uczuciem którego nie ma albo które jest nietrwałe. Powieść o relacjach międzyludzkich, o poszukiwaniu siebie , o ratowaniu siebie, o poszukiwaniu utraconej radości , sensu życia, pasji.

"W pewnym
wieku bowiem przyjaźń opiera się na zupełnie innych
fundamentach niż ta przedszkolna. Opiera się na sarkazmie,
ironii, śmiechu, alkoholu oraz wrogości do tych
samych osób. Oraz na strategii przetrwania i ponownego
odnalezienia własnej kobiecości."

To powieść o dziwnym procesie któremu ulegają żony i partnerki, często bez swojej wiedzy i zgody.

"Ukurzenie to proces
przemiany normalnej kobiety w domowe ptactwo. Proces
celowy, ale na szczęście odwracalny."

Myślę sobie, ot fikcja literacka, poczytam sobie bo ciekawa jestem jak to się wszystko skończy. Ta babska ciekawość to mnie kiedyś wyprowadzi na jakieś manowce.. oby cudne...
Oczywiście od razu założyłam że mnie nie dotyczy problem w książce przedstawiony, bo kiepsko mają te cztery kobietki.

Wszystko ładnie pięknie a tu trach !!! w trakcie czytania jednego z rozdziałów z przerażeniem odkryłam że ta książka jest trochę o mnie, trochę ..... Pani Natasza znów mnie przestraszyła. jest zbyt trafna , pisze zbyt prawdziwie.

Kolejne przerażenie "Co mnie nie zabije – szepnęła Judith do lustra –
to z pewnością rozpierdoli psychicznie" - zdanie to jest tak prawdziwe , że może się jeszcze stać moim mottem życiowym i motorem działań, ale w sumie cel uświęca środki ... niby, więc czego się nie robi żeby nie zostać ukurzoną :P
Napisałam ten akapit w trakcie czytania i teraz sama nie wiem co miałam na myśli :P
Zauważam jedynie że bardzo często powtarzam się z hasłem "prawdziwe", to musi coś znaczyć.

Jednego jestem pewna po lekturze "Rosołu.." , kobiety nie dajmy się ukurzyć , nie jest to w żaden sposób zdrowe. Polecam tę lekturę wszystkim babeczkom, tym które po uszy tkwią w związku ( może dobrym , a może dobrym tylko z pozoru) oraz wszystkim pozostałym bo im tez się spodoba :)
Trudne sytuacje życiowe bohaterek okraszone są dla kontrastu przepisami na pyszności. A to gotowanie własnie pozwala naszym bohaterkom na rozwinięcie skrzydeł i uwierzenie w to że kura domowa też potrafi latać.

"Najbardziej fascynujące w podróżach kobiet jest stopniowe
opuszczanie klatki i uwalnianie skrzydeł."

Jestem kolejny raz pod wrażeniem...Autorka doskonale opisuje relacje międzyludzkie. Przyczyny, możliwe przyczyny , motywy, emocje, książka ta jest przepełniona najprawdziwszą prawdą o człowieku.
"Japończycy uważają, że człowiek ma trzy twarze.
Pierwszą, pokazywaną całemu światu. Drugą, którą
pokazuje swoim przyjaciołom, oraz trzecią, której nie
pokazuje nikomu. I ta ostatnia właśnie jest odzwierciedleniem
tego, kim jesteśmy naprawdę."

Z tej książki również miałam nie wypisywać cytatów bo byłoby ich zbyt dużo dlatego pozwoliłam sobie tylko na kilka.

A na koniec moja osobista refleksja :zespół Cotarda, dopada też mnie , ostatnio coś za często ...

A morał z tego posta taki że koniecznie muszę sprawdzić co to jest norepinefryna, dopamina oraz fenyloetyloamina,

sobota, 11 lipca 2015

Urtekram z Danii






szampon i odżywka  aloes do każdego rodzaju włosów

szampon świetnie się pieni, oczyszcza włosy pozostawiając je delikatne i puszyste, zapach praktycznie niewyczuwalny tak w butelce jak podczas mycia i po nim. odżywka, po pierwszych kilku zastosowaniach miałam wrażenie że obciąża moje włosy i szybciej się przetłuszczają, możliwe że po prostu nie jest odpowiednia dla moich włosów. znalazłam sposób i na to. Stosuję odwrócona metodę OMO, czyli myje włosy szamponem z tych największych brudów , następnie nakładam odżywkę trzymam tyle ile podaje producent czyli jakieś 3 min , następnie znów myję włosy szamponem zamiast tylko spłukiwać. Taka metoda u mnie daje świetne efekty, nie ma problemu przetłuszczania i moim zdaniem kosmetyki działają w takim układzie optymalnie, przynajmniej na moich włosach ta metoda się sprawdza. chyba powinnam ja opatentować, w końcu wynaleziona przeze mnie z potrzeby :) jestem bardzo zadowolona z tego zestawu bo włosy są bardziej nawilżone i u mnie zdrowsze i to jest widoczne. aha zapach odżywki lekko cytrusowy , bardzo przyjemny, niestety nie utrzymuje się na włosach i to nie dlatego ze myje je po odzywce szamponem , a dlatego ze zapachy tych kosmetyków są bardzo delikatne.


krem do rąk róża - no zapach niestety nie należy do moich ulubionych, całe szczęście nie utrzymuje się na tyle długo bym nie mogła go używać, a wart jest tego by znosić ten zapach ( no chyba że ktoś lubi to będzie zadowolony ) ponieważ dobrze robi dłoniom, od razu po zastosowaniu skóra jest wyraźnie nawilżona, znika uczucie napięcia i przesuszenia, efekt taki utrzymuje się długo, a przy regularnym stosowaniu dłonie stają się widocznie gładsze i bardziej miękkie.


antyperspirant w kulce- no i znów zapach .. Nie wyczuwam alkoholu za to pachnie jak jakieś lekarstwo, taki apteczny zapaszek , ale ale , bardzo szybko się ulatnia. niestety albo stety jak kto woli. Nie pozostawia żadnego zapachu, jako że jest to kosmetyk naturalny a nie perfumowany. Natomiast działanie antyperspiracyjne rewelacyjne i długotrwałe właściwie na cały upalny i aktywny dzień wystarcza, skóra po użyciu jest sucha, delikatna i miękka. bardzo jestem zadowolona z tej "kulki" :)

poniedziałek, 6 lipca 2015

wakacje od wychowywania ??!??

a muszę się wygadać ( wypisać) bo w pale mi się nie mieści co się wyrabia na tym świecie.

Wyjeżdżam na weekend , żeby odpocząć od zgiełku miasta, od codziennej bieganiny itp.
W Bory Tucholskie jadę, do ośrodka nad jeziorkiem , drewniane domki obok pole namiotowe, wszystko w lesie kawałek spory od szosy , brak zasięgu telefonii komórkowej, więc wiadomo jaka to głusza.

Wylegam na plażę koło 10 i tylko godzinka spokoju bo wpada rozwrzeszczana banda, no ale spoko wiadomo dzieci mają wakacje, plaża jest ogólnie dostępna , wiedziałam o tym jadąc w to miejsce, więc luz.

Nadchodzi wieczór, po całym dniu upału jestem skonana, piwko na tarasie domku , relaks i odpoczynek. Mam chęć na prysznic i iść spać, no nie wszyscy na wczasach marzą o nocnym życiu. Więc nie wadząc nikomu udaje się na spoczynek...

Ha głupia blondynka myślała że pośpi , dobre sobie. Z kilku domków zebrały się dzieci w wieku na oko od dwóch do 12 lat, biegają pod oknami, krzyczą ( jeszcze krzyczą, zobaczymy co potem ), bawią się, no luz... Rodziców ni widu ni słychu, a przecież te dzieci same się tu nie znalazły.

Zbliża się godzina 22, blondynka sobie myśli " zaraz cisza nocna , będzie chwila spokoju.." ha ha jakże się sromotnie pomyliłam.

Wraz z wybiciem godziny 22 hałasy jakby się ze zdwojoną siłą rozniosły po ośrodku; a przecież dzieciaki które są tam na koloniach zostały już zagonione przez wychowawców do swoich pokoi czy namiotów. Natomiast dzieciaki które przyjechały z rodzicami, no cóż.... jakby były sierotami. Nadal biegają, już nie krzyczą tylko drą gęby a nawet i przekleństwa zaczęły padać. Mimo że jest środek lata o 22 już jest ciemno, a maluchy nadal błąkają się między domkami. Zamknęłam okno w pokoju ( mimo koszmarnego upału) włączyłam wiatrak i otworzyłam drzwi, ale ku mojemu zdziwieniu przez drzwi wejściowe również słychać inną grupę młodzieży, poszłam do pokoju moich znajomych po drugiej stronie domku, okazuje się że oni za oknem maja jeszcze lepszą rozrywkę.

A rodziców ani widu ani słychu... serio nie słyszałam ani nie widziałam dorosłych, nie wiem może też przyjechali odpocząć , pogrilować, wypić piwko, może ucieszyli się że dzieci zajmują się same sobą i nie trzeba ich pilnować....
Przypomnę tylko że jakieś 30 m do plaży, że dzieci w wieku 2-12 lat, że godzina po 22...

A później zrobiła się 23 i 24 nawet a hałasy nie zmniejszyły się nawet o decybel.

Zastanawia mnie to czy ludzie już zapomnieli o tym , że żyją w społeczenstwie i jakieś podstawowe konwenanse należałoby zachowywać...

Nikt nie zwrócił tym dzieciom ani razu uwagi, że hałasują , że jest już późno , że są tu również inni ludzie którzy nie koniecznie chcą tego słuchać.

A druga rzecz, gdzie są rodzice ? nikt się nie zainteresował gdzie jest moje dziecko? czy moje dziecko się porządnie zachowuje? Czy moje dziecko nikomu nie przeszkadza, nie dokucza? Czy mojemu dziecku nic się nie stało?!?

Jak wyjeżdzamy na wakacje to już nie trzeba dzieci wychowywać?

Czy ja jestem staroświecka , myśląc , że nie wyobrażam sobie żeby moje dziecko po zmroku biegało samopas a ja nie wiem gdzie jest. Rozumiem , że są wakacje i można trochę więcej pozwolić, ale żeby po 24 dziesięciolatki samopas się szlajały po lesie....

Za dobry komentarz wieczoru uważam cytat usłyszany za oknem : woła ciocia, sąsiadka, znajoma , nie wiem kto, ale woła

                            " Kacper chodź już spać , bo twoja mama dawno już śpi..."