Strona główna

poniedziałek, 6 lipca 2015

wakacje od wychowywania ??!??

a muszę się wygadać ( wypisać) bo w pale mi się nie mieści co się wyrabia na tym świecie.

Wyjeżdżam na weekend , żeby odpocząć od zgiełku miasta, od codziennej bieganiny itp.
W Bory Tucholskie jadę, do ośrodka nad jeziorkiem , drewniane domki obok pole namiotowe, wszystko w lesie kawałek spory od szosy , brak zasięgu telefonii komórkowej, więc wiadomo jaka to głusza.

Wylegam na plażę koło 10 i tylko godzinka spokoju bo wpada rozwrzeszczana banda, no ale spoko wiadomo dzieci mają wakacje, plaża jest ogólnie dostępna , wiedziałam o tym jadąc w to miejsce, więc luz.

Nadchodzi wieczór, po całym dniu upału jestem skonana, piwko na tarasie domku , relaks i odpoczynek. Mam chęć na prysznic i iść spać, no nie wszyscy na wczasach marzą o nocnym życiu. Więc nie wadząc nikomu udaje się na spoczynek...

Ha głupia blondynka myślała że pośpi , dobre sobie. Z kilku domków zebrały się dzieci w wieku na oko od dwóch do 12 lat, biegają pod oknami, krzyczą ( jeszcze krzyczą, zobaczymy co potem ), bawią się, no luz... Rodziców ni widu ni słychu, a przecież te dzieci same się tu nie znalazły.

Zbliża się godzina 22, blondynka sobie myśli " zaraz cisza nocna , będzie chwila spokoju.." ha ha jakże się sromotnie pomyliłam.

Wraz z wybiciem godziny 22 hałasy jakby się ze zdwojoną siłą rozniosły po ośrodku; a przecież dzieciaki które są tam na koloniach zostały już zagonione przez wychowawców do swoich pokoi czy namiotów. Natomiast dzieciaki które przyjechały z rodzicami, no cóż.... jakby były sierotami. Nadal biegają, już nie krzyczą tylko drą gęby a nawet i przekleństwa zaczęły padać. Mimo że jest środek lata o 22 już jest ciemno, a maluchy nadal błąkają się między domkami. Zamknęłam okno w pokoju ( mimo koszmarnego upału) włączyłam wiatrak i otworzyłam drzwi, ale ku mojemu zdziwieniu przez drzwi wejściowe również słychać inną grupę młodzieży, poszłam do pokoju moich znajomych po drugiej stronie domku, okazuje się że oni za oknem maja jeszcze lepszą rozrywkę.

A rodziców ani widu ani słychu... serio nie słyszałam ani nie widziałam dorosłych, nie wiem może też przyjechali odpocząć , pogrilować, wypić piwko, może ucieszyli się że dzieci zajmują się same sobą i nie trzeba ich pilnować....
Przypomnę tylko że jakieś 30 m do plaży, że dzieci w wieku 2-12 lat, że godzina po 22...

A później zrobiła się 23 i 24 nawet a hałasy nie zmniejszyły się nawet o decybel.

Zastanawia mnie to czy ludzie już zapomnieli o tym , że żyją w społeczenstwie i jakieś podstawowe konwenanse należałoby zachowywać...

Nikt nie zwrócił tym dzieciom ani razu uwagi, że hałasują , że jest już późno , że są tu również inni ludzie którzy nie koniecznie chcą tego słuchać.

A druga rzecz, gdzie są rodzice ? nikt się nie zainteresował gdzie jest moje dziecko? czy moje dziecko się porządnie zachowuje? Czy moje dziecko nikomu nie przeszkadza, nie dokucza? Czy mojemu dziecku nic się nie stało?!?

Jak wyjeżdzamy na wakacje to już nie trzeba dzieci wychowywać?

Czy ja jestem staroświecka , myśląc , że nie wyobrażam sobie żeby moje dziecko po zmroku biegało samopas a ja nie wiem gdzie jest. Rozumiem , że są wakacje i można trochę więcej pozwolić, ale żeby po 24 dziesięciolatki samopas się szlajały po lesie....

Za dobry komentarz wieczoru uważam cytat usłyszany za oknem : woła ciocia, sąsiadka, znajoma , nie wiem kto, ale woła

                            " Kacper chodź już spać , bo twoja mama dawno już śpi..."

1 komentarz:

  1. Miałam podobna sytuację w innym ośrodku wczasowym.Dzieci biegały samopas a rodzice głośno imprezowali jakby byli sami na ośrodku.Ok 1 w nocy nie wytrzymałam i udałam się do recepcji licząc na interwencję.Usłyszałam takie oto słowa,cyt-"Bądźmy ludźmi są wakacje,niech się bawią".

    OdpowiedzUsuń

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY KOMENTARZ :) PROSZĘ O WIĘCEJ :)